19 czerwca wyruszyła Polska wyprawa w Karakorum. Jej celem jest drugi szczyt świata K2* oraz w ramach aklimatyzacji sąsiad K2 - Broad Peak. Jest to największa polska wyprawa na K2 od wielu lat.
20 czerwca 2010
Wyruszając z rożnych miejsc świata szczęśliwie i szybko dotarliśmy do Islamabadu. Niestety bagaż części ekipy lecącej przez Londyn nie był tak szybki. Dopiero dziś popołudniu udało nam się go odebrać.Po trzygodzinnym śnie, wyprawę rozpoczęliśmy od spotk Ambasadorem RP w Pakistanie, Panem Krzysztofem Dębnickim. W pierwszej kolejności, podczas wizyty w ambasadzie, udaliśmy sie do urny wyborczej, aby wziąć udział w wyborach.
Swoją obecnością znacząco podnieśliśmy frekwencję obywateli mogących wziąć udział w wyborach, do godziny 16 czasu pakistańskiego głosowało 26 z nich. Stąd frekwencja wyborcza zbliżyła sie do 90%.
Na obiad został podany kurczak z ryżem i warzywami. Cało podana na zastawie z polskim orłem. Rewelacją był podany na koniec mus z mango, z którego słynie kuchnia pakistańska. W tym kraju rośnie ok. 70 rodzajów tego owocu. Po długich i bardzo sympatycznych rozmowach przeszliśmy do salonu, w którym odbyła sie stacji telewizyjnych, radia i prasy pakistańskiej. Udział w naszym zespole aż czterech pań wzbudził zainteresowanie i pytania dziennikarzy.
Lekarz wyprawy, Patrycja Jonetzko, zadeklarowała przekazanie niewykorzystan północnych terytoriów Pakistanu, jako nasz wkład w pomoc dla służb medycznych w trudnych rejonach górskich. W chwili obecnej czekamy na cargo Kingi, mamy nadzieje juz jutro ruszyć w kierunku Skardu.
Pozdrawiamy,
23.06.2010 Askole – ostatnia zamieszkała osada na drodze do bazy pod K2
Do Askole dojechaliśmy jeepami. Ostatni odcinek drogi pokonywaliśmy wahadłowo autami, a także na piechotę z uwagi na ostatni most przed wioską, który od dwóch lat jest zerwany. Spadł na niego duży głaz. Tylko jednemu jeepowi udało się przejechać przez rwącą rzekę. Dzisiaj kolejny dzień organizacyjny i prace związane z pakowaniem naszego cargo. Są już nasi tragarze tzw. portersi. Jest ciągłe ważenie, przekładanie i upychanie rzeczy tak, aby nigdzie nie było choćby o kilogram za dużo. Askole to biedna wioska bez prądu i ostatni punkt wypadowy do bazy pod K2. Jutro zaczynamy karawanę. Nasza droga będzie wiodła wzdłuż rzeki Braldo. Będzie to długa podróż w upale.
24.06.2010 – Jhula 3300 m n.p.m.
Dotarliśmy do Jhula 3300 m n.p.m. Pobudkę mieliśmy o 5 rano. Następnie odbyła się ceremonia ważenia bagaży. Mamy ze sobą 3,5 tony niezbędnego ładunku i 150 tragarzy. Pogodę nam dopisała. Nie było słońca. Po 7 godzinach doszliśmy do naszego obozowiska nad górską rzeką.
25. 06.2010 Paiju – zaraz przed lodowcem Baltoro
Doszliśmy do Paiju – obozowiska na wysokości ok. 3500 m n.p.m. w zielonej oazie znajdującej się w cieniu sześciotysięcznika Paiju Peak (6611 m n.p.m.).Wszyscy w dobrych humorach. Aklimatyzacja przebiega wzorcowo. W trasie trochę padało.
Baza pod K2 1 lipca 2010
Wczoraj w godzinach popołudniowych dotarliśmy do K2 BC. Zakończyło to nasz 7 dniowy trekking. W czasie trekkingu nie obyło się sie baz małych dramatów. Jedna osoba z naszej obsługi dotarła do Gore 2 z ciężkimi objawami choroby wysokościowej. Została użyta nasza komora hiperbaryczna znana inaczej jako worek Gamowa. Patrycja nasz wyprawowy lekarz zaaplikowała również zastrzyki z Dexometazonu. Dzięki temu nasz asystent poczuł sie lepiej, jednak następnego dnia rano został odesłany na dół.
Wcześniej Patrycja miała tez pełne ręce roboty, uratowała prawdopodobnie życie czeskiemu trekkersowi, który od 3 dni nie oddawał moczu i gdyby niezaaplikowane lekarstwa nie przetrwał by do przylotu helikoptera. Pomagaliśmy też licznie w dolegliwościach naszych porterów i miejscowej ludności.
Pierwszy raz K2 zobaczyliśmy z Concordii, niestety wczoraj w drodze do bazy K2 już nie było widoczne ze względu na padający w drodze śnieg.
Dziś ciągle pada dalej, ale wg prognoz jutro ma się rozpogodzić. Jeśli wszystko sie sprawdzi to jutro wychodzimy w stronę obozu 1-wszego.
Oczywiście tutaj pod K2 karty rozdaje pogoda i to ona za nas zadecyduje.
Baza pod K2 2 Lipca 2010
Dziś części zespołu w składzie: Tamara Styś, Marcin Miotk, Jura Jermaszek, Tomasz Kobielski + porterzy wysokościowi udało sie pierwszy raz wyjść z bazy w kierunku obozu 1-wszego. Założyliśmy 1000 m lin poręczowych, które mają nam zapewnić bezpieczeństwo podczas kolejnych wyjść w górę. Wróciliśmy do bazy po 8 godzinach akcji w górze. Reszta uczestników wyprawy w tym czasie zajmowała się organizowaniem bazy: postawiono prysznic, namiot magazynowy, przeniesiono mesę.
Jutro cały zespół planuje kontynuacje zakładania lin do obozu 1-wszego na wysokości 5900 mnpm. Jeśli dopisze pogoda spędzimy tam pierwsza noc w celu aklimatyzacji.
Wszyscy czujemy sie dobrze, pozdrawiamy rodziny i przyjaciół.
3 lipca 2010
W sobotę w stronę obozu 1 wyruszył zespół: Kinga Baranowska, Tamara Styś, Bogusław Ogrodnik, Marcin Miotk, Dariusz Załuski oraz zespół porterów wysokościowych. Pierwsi do miejsca wczorajszego depozytu dotarli Darek z Tamarą, którzy zaczęli poręczowanie w kierunku obozu pierwszego. W międzyczasie Baranowska, Ogrodnik, Miotk uzupełnili swoje plecaki rzeczami z depozytu z dnia poprzedniego. Po zaporęczowaniu 200 metrów skończyły sie liny. Marcin Miotk próbował małymi kawałkami lin uzupełniać stare poręczówki. Darek po rekonesansie do wysokości 6050 m stwierdził ze wyżej zdecydowanie nie ma miejsca na postawienie namiotu. W pogarszającej sie pogodzie zeszliśmy niżej i znaleźliśmy bardzo wąską półkę skalna, na której rozbiliśmy namiot obozu 1. Wysokościomierz wskazywał 5900m. Na nocleg i przygotowanie platformy zdecydował sie zespół: Baranowska, Tommy, Miotk. Przygotowanie platformy pod namiot zajęło zespołowi 3 godziny i generalnie przypominało zaparkowanie Tira (namiotu 3 osobowego) w małym garażu. Generalnie zakończyło sie to tym, że część namiotu była lekko wywieszona w powietrzu. Zespół po nocy spędzonej w mało komfortowych warunkach bez większych przeszkód dotarł w południe 4 lipca do bazy pod K2.
13 lipca 2010 Baza pod K2
Siedzimy 3ci dzień w bazie po zejściu z obozu 2-go na wysokości 6350 mnpm. Niestety mamy opady śniegu, a u góry silny wiatr 80-100 km/h.
Uniemożliwia to dalszą pracę nad postawieniem obozu 3go.
Podczas ostatniego 4 dniowego wyjścia postawiliśmy w obozie 1 - szym dodatkowy namiot i założyliśmy obóz 2-gi. Wszystkie obozy są bardzo malownicze, dosłownie wiszą nad przepaścią. Niestety w związku z tym też nie bardzo komfortowe.
Część podłogi namiotów zawsze zwisa w przepaść lub stoi bezpośrednio obok śnieżnych nawisów. Mamy wrażenie, że gdyby nogi zrobiły dziurę w powłoce namiotu to chwilę później znajdziemy się kilometr niżej u podstawy ściany.
Po wyjściu z namiotów często wpinamy się w liny poręczowe, a w 1-ce spaliśmy z Tamarą w uprzężach wpięci w doprowadzoną do namiotu poręczówkę.
W czasie kiedy 2 noce spaliśmy w 2-ce ( 8-10 lipca ) nie próżnowaliśmy.
Z Jura, Darkiem i Tamarą założyliśmy liny poręczowe do wysokości 6600 mnpm, połowa drogi do 3ki zatem jest już ubezpieczona. U góry wieją już silne wiatry i jest zimno. Mamy nadzieję, że następne wyjście to już spanie w obozie 3cim na ok 7050 mnpm oraz rekonesans w stronę ramienia na 7800 mnpm.
Wszystko zależy od pogody. Wg prognozy wiatry mają ucichnąć 17go lipca, wtedy też wybieramy się do góry, ale czy prognoza się potwierdzi?
Każdego dnia mamy tu niespodzianki, ale najważniejsze, że dopisują humory.
Wg planów mamy jeszcze sporo czasu na akcję, a w zespole ciągle panuje niezmiennie duch walki.
Pozdrawiam
Tomek Kobielski








znajdujesz sie tutaj:


